RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Uwaga, uwaga!’

sraty pierdaty – życiowe plany i dylematy *

13 cze

co-dalej Tytuł notki jest jakże głębokim nawiązaniem do poetyckiego adresu mailowego naszego roku na BT, także doceńcie to ;) Doceńcie także to, że z wielkim wysiłkiem zebrałam się wreszcie w sobie do wytłumaczenia Wam moich obecnych, zagmatwanych planów na życie.

A zatem:

Po miesiącach rozkmin i rozmyślań, sporej ilości nieprzespanych nocy, wielu rozmowach z różnymi ludźmi (nie tylko na te tematy, ale ogólnie poszerzających horyzonty myślowe), konkretnych ilościach narysowanych plansz i schematów i godzinach spędzonych na słuchaniu muzyki oraz swojego serca i rozumu, po setkach zmian zdania itp. itd., wykrystalizowało mi się coś w rodzaju planu. Planu z opcjami awaryjnymi i alternatywnymi rozwiązaniami, planu dość elastycznego. Podaję Wam wersję oficjalną, a zarazem jedyną prawdziwą.

  • Po pierwsze primo postanowiłam, że chcę zostać jeszcze w Norwegii – na najbliższy rok. W chwili obecnej nie mam za bardzo czego szukać w Polsce i chcę opanować norweski do takiego stopnia żeby móc tu kiedyś ewentualnie wrócić bez problemów, zostawić sobie otwartą furtkę.
  • Chcę znaleźć pracę, najchętniej związaną z moim wielce wypaśnym wykształceniem. Zdobycie doświadczenia i spore pensje są jednak ważnym plusem.
  • Chcę trochę popodróżować i chcę w przyszłym roku wrócić, przynajmniej na jakiś czas, do Polski. Być może w celu zdobycia jeszcze dodatkowego wykształcenia, ale to wszystko jeszcze zależy. Na przykład od tego ile piniążków zdołam tu uciułać i jak się moje myślenie zmieni albo nie zmieni w ciągu najbliższego roku.

To z najbardziej ogólnych moich zachcianek. Wciąż mówię sobie, że póki co tak naprawdę jeszcze niczego konkretnego NIE MUSZĘ zrobić, owszem – niektóre rzeczy wypada albo nawet warto, ale nie muszę.

Rozwijając: Norwegia oznacza najchętniej Bergen. Nie uśmiecha mi się wyprowadzka do innego miasta, bo ledwie tu się odnalazłam, poznałam kilka osób (z których i tak połowa się wyprowadza albo już to zrobiła)i tu mi się podoba, mam jeszcze 4 szczyty do zdobycia i sto pomysłów do zrealizowania. Wyprowadzka do Tromsø czy innego oddalonego o kilka tys km na północ miasta nie wchodzi w grę. I mimo, że Marta prawdopodobnie przeniesie się na rok do Oslo, wciąż jeszcze nie ciągnie mnie w tamte strony. Od jakiegoś czasu przeglądam oferty pracowe i próbuje się zorientować, co jest i czego wymagają. Jest różnie. W Bergen zasadniczo nie ma za wiele firm o profilu biotechnologicznym czy ogólnie laboratoryjnym, większość ogłoszeń jakie znalazłam dotyczy uniwersytetu i szpitala uniwersyteckiego, przeważają oferty dla ludzi ze stopniem doktora. Ale coś jest. Nie wiem tylko jakie mam szanse… Wymagana jest dobra znajomość norweskiego, nawet w jednostkach akademickich – nie czuję żeby moja była faktycznie taka dobra, szczególnie jeśli chodzi o słownictwo naukowe. Jestem w tej kwestii zupełnie niepewna siebie. Niepewna jestem też jak jest postrzegane moje wykształcenie tutaj. Nabyłam tą niepewność jeszcze w czasie studiów i wciąż nie mogę się jej pozbyć, mam wręcz jakieś dziwne wrażenie, że nie poradzę sobie w normalnej pracy. [Chociaż w dzisiejszą pieczeń też nie do końca wierzyłam, a wyszła mi przepyszna!] Próbuję przebrnąć przez swoją magisterkę właśnie (po prawie roku niezaglądania do niej) i jest to ból. Nie wiem też obiektywnie czy ma szansę się udać ją w ogóle zdobyć i jak długo będę musiała szukać. Dlatego cieszę się bardzo z wyniku naszej wtorkowej ‚narady’. Tak, jak po cichu na to bardzo liczyłam, zostało mi zaproponowane, że mogę z nimi zostać, szukając pracy w międzyczasie i jeśli ją znajdę – po prostu poszukają kogoś na moje miejsce. Przed chwilą jeszcze Adil powiedział ‚now you are a part of family, so when you succeed, we all succeed’ – wow, wzruszyłam się… A więc statek nie tonie, jestem spokojniejsza. Zależy mi bardzo na wakacjach z Wami i z tego względu rozwiązałam dylemat ofert, zaczynających się od zaraz, na korzyść wakacji. Uznałam, że ustalenie pewnej hierarchii wartości, a potem postępowanie totalnie wbrew niej jest czystą hipokryzją i ostatecznie decyzja okazała się dość prosta, mimo kusicielstwa oferty z labu onkologicznego. Co do dat i środków transportu poinformuję Was jak coś ogarnę w tym temacie.

Pisząc to wszytko odnoszę wrażenie, że zrobiłam się bardzo wybredna i przypuszczam, że wasze odczucia będą podobne. Ale jest to plan wręcz utopijny i pewnie zmuszona rzeczywistością, w końcu zrezygnuję z części zachcianek. Poza tym… wszystko się może zdarzyć gdy głowa pełna marzeń… no nie? Ach no i mam wrażenie, że to jakoś wszystko ponuro zabrzmiało, to chyba ta dzisiejsza pogoda tak. Bo ogólnie to w tych wszystkich planach chodzi o to żeby żyć mocno, szczęśliwie, przeżywając przygody i odkrywając Świat – to w sumie mój plan ogólny na całe życie :D

_______________________________________

Z innych spraw bieżących: zdobyłam w poniedziałek Fløyen (taka mała górka 399mnp, dla leniwych turystów z ładnym widoczkiem na centrum ;)) i bilety na jutrzejszy koncert (whoa!), a wczoraj spędziłam popołudnie na farmie i podobno jadłam strusia. Poza tym dominuje u mnie stan nieogarnięcia, z którym sukcesywnie usiłuję walczyć. Czyli jak zwykle.

 
 

‘Keep it secret, keep it safe!’

21 wrz

- just like Gandalf whispered to Frodo… because that’s MY preciuosss blog..!
Proszę, ale to bardzo o nieudostępnianie linka do tutaj ani info o istnieniu bloga nawet – jeśli uważacie, że powinnam się z kimś podzielić – napiszcie prosto do mnie. Dlaczemu? A no dlatemu, że to jest moja prywatność i mam prawo nią zarządzać po swojemu o. I chciałabym mieć kontrolę nad tym kto czyta… I chciałabym żebyście to uszanowali po prostu :)
Mam nadzieję, że nie powiało grozą.. aż tak bardzo żeby komuś zrobiło się zimno ;)
Komuś się to nie podoba?

 
Komentarze (5)

Napisane w kategorii Uwaga, uwaga!

 
 

  • RSS