RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Sentymenty’

góry, bańki, pożegnania

05 cze

W tych trzech słowach zawiera się sens ostatnich kilku dni. W czwartek ładna pogoda zmotywowała mnie do wyskoczenia, w przerwie pomiędzy myciem okien i przygotowaniem obiadu na Ulriken (nie, nie Løvstakken tym razem), bo już mnie korciło żeby się tam wreszcie wdrapać – ostatni raz byłam tam w październiku. W ogóle to jeszcze mi zostało do zdobycia 5 innych szczytów w Bergen – na kiedyś… No i bańki – sprzęt czekał całe 2 miesiące na odpowiednią okazję, czas, pogodę i warunki. Tylko w ogóle fajniej się w to bawi z kimś, przygarnęłabym też najchętniej jakiegoś tragarza/asystenta, bo mi plecak sporo waży i czasem mi brakuje dodatkowej pary rąk… Nie jestem w 100% usatysfakcjonowana zdjęciami, z reszta potraktowałam to jako wypad na rozpoznanie terenu – mam nadzieję, że uda mi się tam coś kiedyś więcej. Ale nie chcę zapeszać.

W piątek z dziadkami (którzy wrócili w nocy z Madery, opóźnionym o ponad dobę samolotem) i dziewczynkami pojechaliśmy do Kvamskogen. Pogoda w sumie średniawa była ale udała się nam sobotnia mała wycieczka do Norheimsund i mały potem spacer po okolicy. No i Dzień Dziecka przecież był i mimo, że w Norwegii nie istnieje takie coś, nie omieszkałam dziewczynkom podarować zestawu bańkowego HOP HOP, no a co. [btw robię tubanowi taka reklamę, że zastanawiam się czy by nie mogli mi sponsorować tych płynów chociaż...] Najprawdopodobniej był to już mój ostatni wypad tam i trochę mi się smutno robi, no ale. Dalej w tym pożegnaniowo- dekadenckim nastroju upłynął niedzielny wieczór: pożegnałyśmy Lindę, która nazajutrz wróciła do Niemiec. Nie spotykałam się z nią jakoś zbyt często, była to głównie koleżanka Marty, no ale i tak. A za niedługo wyjeżdża Anne-Marie… Ehh i w ogóle wszystko się kończy i nigdy już nie będzie takie samo. Stąd moje ambitne plany na wykorzystanie czerwca na maksa, zobaczymy na ile się je uda zrealizować.

Musze jeszcze wspomnieć, że Boże Ciało u nas świętowało się w niedzielę, a nie w czwartek. O 14 równolegle 2 uroczyste msze (katolickie): w naszym kościele i w katedrze ewangelickiej, po których spotkały się dwie procesje i połączone przeszły przez 4 stacje. Spotkałam się przy okazji z prawie cała rodzina Krakusów i kilkoma (mniej lub bardziej) znajomymi. Wizualnie była to mieszanka twarzy z wielu, wielu krajów, ornatów, alb (głównie dziewczyny w roli ministrantek), indyjskich sari, kalkutańskich habitów, naszych zakopiańskich kapeluszy niosących Czarną Madonnę i odblaskowych kamizelek, a na początku jeszcze kolorowych parasoli. Tak, monstrancja też była, z Panem Jezusem w środku ;) Dźwiękowo – czytania i pieśni w językach: polskim, norweskim, łacińskim, tamilskim i wietnamskim. [Mama mnie szpieguje najwyraźniej i przysłała mi link do fotek, więc możecie je TU obejrzeć, jeśli się bardzo nudzicie]. Dość ciekawa mieszanka, tylko dlaczego cała ‚impreza’ musiała trwać aż 3,5h..? Było dość zimno no i nawet wszystkie dodatkowe ciuchy, którymi wypchałam torebkę nie wystarczyły (mi i Marysi) żeby się wystarczająco ogrzać, zatęskniłam nawet za moim zimowym płaszczem… Ja tak naprawdę nie znoszę wszelkich procesji, marszy, parad etc. jakby ktoś pytał. Zapewne jest to wyrazem mojej niedojrzałości, cóż. Dobrze, że potem zjedliśmy dobry obiad w akademiku i spędziliśmy wieczór równie miło. Aż mi się przypomniały nasze obiady rodzinno-przyjacielskie na Kujawskiej i na Bociana… I bańki na Kujawskiej oczywiście rok temu akurat. I nad morzem i w Rzymie. Tęskni mi się do Was.

img_6163-xs
 
1 komentarz

Napisane w kategorii Sentymenty

 

Dobre Święta (wersja zaktualizowana)

02 kwi

to były. Nawet bardzo. Szczerze mówiąc przeżyłam je lepiej niż większość poprzednich. Były zupełnie inne – bez dużego kościoła i liturgii z rozmachem, za to o wiele bardziej osobiste i wymagające zaangażowania – czasem nawet w takie drobiazgi jak aktualizacja paschału (czyt. przerobienie 2 na 3… ;)
Zupełnie to jest inaczej kiedy się ‚zdobędzie’ księdza na święta – jedynego w promieniu kilkudziesięciu km.
Święta w ‚rodzinie zastępczej’, która ugościła poza mną jeszcze księdza Marka (ze spływów się znamy^^) i przyjaciela rodziny – Bodka. Mam tylko nadzieję, że moja rodzinka nie ma mi za złe tego, że nie przyjechałam do domu – nie macie, prawda?
Święta (i czas przed nimi) z dobrym jedzeniem tradycyjnym i polskim i norweskim i nie tylko (bo i żurek i łosoś i sushi i gulasz z renifera i mnóstwo innych dobroci – tona pysznych ciast zaległa mi w żołądku i spowodowała tzw. ciążę spożywczą…). No i nasz ulubiony dzbanek, ach!
Do tego wszystkiego piękna, wiosenna pogoda (pomijając drobny incydent śniegowy), pogawędki i rozmowy, spacerki, wieczory filmowe i… spełnione kolejne marzenie! Marzyło mi się odwiedzić Lofthus czyli miejscowość w której spędziliśmy wakacje w ’97 i gdzie zakochałam się w Norwegii, nie myślałam ale, że będzie to możliwe w najbliższym czasie, no bo przecież nie po drodze… No ale pojechaliśmy odprawić mszę w Oddzie (widziałam tego naszego konia pomnikowego!), a stamtąd do Lofthus już niedaleko… Kemping stoi, dom pani nerwowej-Berwowej (Børve się bodajże nazywa tak na serio) też się jeszcze trzyma, nawet chyba wybetonowali na nowo ten taras wyłażący prawie na ulicę, z którego machaliśmy przejeżdżającym samochodom i autobusowym wycieczkom emerytów; podwórko, na którym urządzaliśmy konkursy ‚kto będzie mył dłużej zęby’ też się wiele nie zmieniło… Jak dobrze jest wracać w takie miejsca! ^^

Dziękuję Wam serdecznie!!!

Podsumowując: cudnie jest! ;) [psychiatrzy mają na ten stan swoje określenie... a w końcu były to święta w Valen, w sąsiedztwie szpitala psychiatrycznego i pod stałym nadzorem lekarza :P]
A jutro to se chyba na Løvstakken skoczę (po raz 4), [na weekend się plany zmieniły - zostajemy w Bergen - podobno może nawet padać deszcz... wow.]

NORWESKIE ZWYCZAJE ŚWIĄTECZNE
O tym zapomniałam napisać. Nie ma tego zbyt wiele, szczerze mówiąc. Tak czy inaczej ferie świąteczne trwają w szkołach od weekendu przed Wielkim Tygodniem do Poniedziałku Wielkanocnego włącznie i z ich okazji życzy się ‚God Påske!‚. W pracy większość osób bierze wolne na ten cały czas. Sklepy zamykane są na Czwartek i Piątek, otwierane na Sobotę i znów zamykane na Niedzielę i Poniedziałek. Ponieważ Norwedzy nie są w większości specjalnie religijni – czas ferii oznacza wypad na narty i wycieczki w góry – obowiązkowy zestaw wycieczkowy obejmuje parówki i kvikk lunsj [kwik luncz] oraz pomarańcze. W Niedzielę zwykle je się baraninę, a do słodyczy wielkanocnych należą m.in. duże papierowe jajka wypełnione mieszanką czekoladek, żelek itp. [własnie dostałam jajo czekoladowe z jakimś białym, słodkim i puszystym nadzieniem w środku ^^]. Najbardziej jednak zaskoczyła mnie tradycja tzw. påskekrim czyli kryminałów wielkanocnych… Tak. Z jednym z nich zetknęłam sie ponieważ zagadka kryminalna była umieszczona (w postaci komiksu) na kartonie z mleka klik. Skąd to się wzięło? A przeczytajcie se TU.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Sentymenty, Życie codzienne

 

Jaram się Hobbitem wciąż

21 sty

Zaczęło się od tego, że dawno temu dotarły do mnie wieści, iż kręci Peter Hobbita. Marzyło mi się to od lat wielu – od kiedy obejrzałam ostatnią część Władcy. Właściwie moja przygoda z tym światem zaczęła się od obejrzenia (w kinie z Kamilkiem) Dwóch Wież – czyli w zasadzie od środka i w dodatku bez wcześniejszego przygotowania merytorycznego… W dodatku Kamil wciąż jeszcze ma ubaw z tego, że pół filmu przesiedziałam z wzrokiem utkwionym w podłodze, gdyż obrzydliwość orków godziła w mój zmysł estetyczny… Musiałam obejrzeć te filmy wiele razy zanim się do tego widoku przyzwyczaiłam. Cóż – ja wrażliwą istotą jestem i w Diablo czy inne takie także nie grywałam nigdy. Ale wystarczyło to abym się tym wszystkim zainteresowała. W międzyczasie przeczytałam więc (pod koniec gimnazjum mego to było) i Władcę (nigdy więcej w tłumaczeniu pana Łozińskiego!!!) i Hobbita i Silmarillion.
I od tego też czasu okresowo doznaję jakiś takich napadowych zafiksowań na tym punkcie. Bardziej więc namiętnie wówczas oglądam jakieś filmiki na YT, wszelakie grafiki tematyczne, stroje i broń i oczywiście słucham ścieżki dźwiękowej (wciąż nie mogę się nadziwić jak tego typu dzieła muzyczne powstają w umysłach kompozytorów…). Z 10 lat już tak… Ale wciąż pozostaje mi niespełnione marzenie obejrzeć całą Trylogię w jednym kawałku (wersję rozszerzoną oczywiście). I do dziś żałuję, że załapałam się jedynie na Dwie Wierze na Festiwalu Muzyki Filmowej – tak.. z muzyką na żywo…
Czasem ta faza słabnie, ale jednak.
Nie sądziłam jednak, że po tak długim czasie pan Peter się zdecyduje na Hobbita. To, że postanowił go (książkę o objętości mniejszej niż jedna z części Władcy) rozciągnąć aż na 3 osobne filmy – zaskoczyło mnie jeszcze bardziej. Ale zobaczymy,w końcu nie maja one być tylko na siłę rozciągniętym na maksa samym Hobbitem ale połączeniem tejże historii z wątkami pobocznymi z innych utworów Tolkiena. We will see. Dla niektórych już sam ten pomysł wydaje się być absurdalnym, dla mnie, jako dla osoby uzależnionej, chyba im więcej tym lepiej.
Tak czy siak pojawiły się już czas jakiś temu trailery i pozostały długie miesiące oczekiwania na wypad do kina. W jednej z pierwszych notek na blogu ever (wrzesień), pisałam już o tym, która z postaci najbardziej mnie zainteresowała… Premiera w Bergen odbyła się 13-go bodajże grudnia i ciężko mi było pogodzić się z myślą, że poczekam jeszcze kilka tygodni na swoją kolej, gdyż obiecałam Natalii, że idziemy razem. Prezent świąteczny w postaci płyt ze ścieżką dźwiękową był niezwykle trafiony. Ostatecznie udało nam się wyrwać wreszcie do kina 6-go stycznia dopiero (w Krakowskim ARSie z Natalii współlokatorką Asią, gdzie używając swoich nadzwyczajnych zdolności rodem z D&D nabyłam bilety dla Hobbitów zamiast studenckich ^^ (+1000exp! – ‚a masz, ciesz się, i tak już z nami nie grasz’ :P) Mama z Bliźniakami też była i Kamil z Martą, więc (prawie) wszyscy jesteśmy somehow infected. [A Kamil to nawet zrobił mi prezent w postaci breloczka z Lego z Gimlim ^] Mnie osobiście film urzekł, z różnych względów. Jedyne zastrzeżenia mam do jakości efektów specjalnych w początkowej scenie ze Smaugiem robiącym rozpierduchę. Ale różne opinie o filmie słyszałam – poza wieloma pozytywnymi także i takie: za dużo scen batalistycznych, po co aż 3 części, że Fil, Kili i Thorin są zbyt niekrasnoludzcy i chyba nawet się na ten film nie przejdę. To ostatnie cóż… wszak właśnie Kili (grany przez Aidana Turnera) spodobał mi się najbardziej… I siedzę w ostatnich dniach przeglądając making of’y, wywiady i zdjęcia i słuchając OSTa. W końcu he is so cute… I jakby nie to, że stan ten jest bardzo przyjemnym i pomocnym w ponownej aklimatyzacji tutaj, to pewnie powinnam pomyśleć o powróceniu do zdrowia i normalności. Ale nie. Bycie tutaj w ogóle jakoś tak sprzyja trwaniu takiej fazy…

Poza tym cały stworzony przez Tolkiena świat jest dla mnie arcydziełem. Historie te nie są tylko jakimiś bajkami, ale jak dla mnie opowiadają o czymś ważnym. Poza tym choćby taki Hobbit niejako wiąże się z moim osobistym życiem. Nie trudno mi było zauważyć pewne analogie i do tego wyjazdu tutaj – nagła i nieoczeiwna podróż w nieznane, osoby strasznie przywiązanej do swoich ulubionych rzeczy. (Z tą różnicą jednak, że ja nie mam swojego Bag End, ani nawet swojego Shire.) Osoby przywiązanej z jednej strony, z drugiej zaś skrywającej w sobie pragnienie przygody i odkrywania świata, co wiąże się z zostawieniem tego wszystkiego (przynajmniej na jakiś czas).
‚Can you promise that I’ll come back?’
‚No… and if you do, you will not be the same’…

Tak więc postanowiłam w 2013 przeczytać Hobbita po angielsku, bo po tych 10 latach nie pamiętam go wystarczająco dobrze, poza tym Tolkien w oryginale mi się spodobał (miałam kiedyś ambitny plan przeczytania, pożyczonej od Bogdana, Trylogii w oryginale ale dobrnęłam jedynie do ok. 100-tenj strony czyli do Karczmy pod Rozbrykanym Kucykiem bodajże… bo mgr trza było robić i w ogóle). Tak więc jak tylko ujrzałam w Gdańsku, w empiku (szukając opakowań na prezenty) tęże wersję Hobbita – specjalnie długo się nie zastanawiałam nad kupnem. Czeka ona więc teraz na swoją kolej – obiecałam sobie, wpierw nim zacznę czytać, nieco się życiowo (terefere) ogarnąć…
Pytanie czy samo oglądanie filmów nie psuje czytania – wszak narzucają się obrazy z filmów, a wyobraźnia – zostaje ograniczona (?!) No ale.
Jeszcze jedno: czy Śródziemie jest dla wszystkich? Chyba nie. i nawet rozumiem, że można się w tym nie odnajdywać. Wasza strata :P

Kończę zatem moją (znów przydługą) infantylną wypowiedź bezkrytycznej psychofanki.
Do następnego.

 

Żegnam Pana!

18 gru

Nie wiem czy blog jest odpowiednim miejscem dla takich wiadomości, ale…

Przykro mi ale nie mogę już tak dłużej. Musimy się rozstać, nie widzę innej opcji. Wiem, że byliśmy ze sobą przez 4 lata – szmat czasu i szczerze mówiąc myślałam, że nasz związek przetrwa przynajmniej jeszcze nieco dłużej. Nie zapomnę tego, jak gotowy byłeś służyć mi prawie na każde zawołanie. Spędzaliśmy ze sobą całe dnie, czasem także noce. Zdarzało się, że zasypiałam w Twoich objęciach i mogłam liczyć na to, że ogrzejesz mnie podczas zimowych wieczorów. Radości i smutki, wspólne oglądanie filmów czy zakuwanie do egzaminów. Wiesz, naprawdę sporo się dzięki Tobie nauczyłam…

Ale coś się zmieniło, popsuło. Mam wrażenie, że przestajesz kontaktować i nie odpowiadasz kiedy staram się z Tobą porozumieć. Stałeś się jakiś otępiały i ospały. Czasem jeszcze zamykasz się w sobie znienacka i bez ostrzeżenia. Naprawdę nie mogę już tak dłużej, zrozum. może jestem dość brutalna ale cóż – takie życie.
I tak – jest ktoś na twoje miejsce, mój drogi. Wiadomość ta pewnie zaskoczy i zasmuci Cię jeszcze bardziej, ale ja już dokonałam wyboru. Nie zapomnę tego, co dla mnie zrobiłeś – bądź tego pewien, ale chyba Twój czas się już skończył. Myślę, że związek z nim, z tym nowym będzie dużo bardziej owocny. Mam nadzieję, że uda Ci się związać z kimś… kto ma po prostu mniejsze wymagania.

Tak, Mój Drogi jak w piosence: zamienię Cieeebie na lepszy model… D o s ł o w n i e tak mój stary laptopie.

Dziękuję, Krzyś, za cenne porady i cierpliwe tłumaczenie czym i dlaczego się kierować w poszukiwaniach, a Mamo, Tobie, za znalezienie dobrej oferty i pośrednictwo w sfinalizowaniu zakupu!

 
 

1szy października

01 paź

Zdążyłam się już jednak przyzwyczaić, że jest to data rozpoczęcia roku akademickiego i robi się w okolicach tej daty rzeczy związane z tym rozpoczęciem. No i mimo, że nie wybrałam kolejnych studiów to byłam jeszcze jakiś czas temu przekonana, że spędzę ten czas w Krakowie – z nowymi i starymi studentami i w ogóle.
No a jak się dowiedziałam, że na rozpoczęciu roku na naszej Alma Mater przemawiał Pan Premier nasz ukochany we własnej osobie! No gdybym tylko wiedziała wcześniej – wsiadłabym bez zastanowienia w samolot do Krakowa!

Ale nastała nowa rzeczywistość i w tej rzeczywistości dzień rozpoczęłam od smażenia gofrów na śniadanie wyjątkowe, bo urodzinowe. Zaliczyłam kolejną lekcję norweskiego, upiekłam drożdżowe bułeczki, a wieczór spędziłam w Leo’s Lekeland (taka 10 razy większa Anifantazja…), gdzie Johanna z koleżankami świętowała swoje urodziny. Wszystko to tu takie inne, nowe i niespodziewane… Kto by pomyślał.

Także powodzenia w nowym Roku Akademickim, w Krakowie i nie tylko..!
No i pamiętajcie: SESJA już niedługo !!!

 
 

Dziennik zakrapiany rumem

05 wrz

No ale bez obaw – ten, mój raczej taki nie będzie… Zbyt wysokie są ceny napojów wyskokowych w (dalekiej, aczkolwiek coraz jakby bliższej) Norwegii :P
Natomiast z weną i lekkością pióra podobnie ciężko jak u głównego bohatera filmu – Johnny Deep w roli głównej ^^ ale się wyrobię jeszcze ;) Za to fajnie tak się przejść do kina w ramach zakańczania wakacji i pożegnań (tym bardziej tych niespodziewanych z Duszkami i Sabinką!) i trochę odreagować dzień spędzony nad walizkami…

Dzięki, Kobitki (Agatko i Gabusiu), za wypad!

 
 

pożegnaniowo…

04 wrz

Po pierwsze dziękuje serdecznie wszystkim, którym udało się przybyć na moja imprezę pożegnalną! Bardzo się cieszę, że byliście i że zrobiliście wszystko żebym… miała co wspominać ;)

Dziękuję wszystkim, którzy pożegnali się ze mną indywidualnie!

I wszystkim, którzy o mnie pamiętają, wspierają dobrym słowem i dobrą radą!

Naprawdę to bardzo dużo dla mnie znaczy!  Dobrze jest wiedzieć, że ma się do kogo wracać :) Już za Wami tęsknię… Wrócę!

I wiecie co? Nigdy nie czułam się tak bogata, jak teraz – mając ok. -2000PLN (tak, słownie: minus dwa tysiące złotych) ale właśnie – mając dobrych ludzi wokół! Dzięki :*

 
 
 

  • RSS