RSS
 

Archiwum dla kategorii ‘Tak sobie myślę, że…’

Marzenie mam..!

25 paź

Zaczynamy od Zaplątanych: Marzenie mam! – przyznam się, że widziałam tą bajkę 4 razy już… [zupełnie przypadkiem tak wyszło, ale jest rekord prawie, bo tylko z Władcą Pierścieni może konkurować. Bo ja w ogóle to wychodzę z założenia, że filmy oglądam raz (czasem przypadkiem 2), bo i tak mam straaaaszne zaległości, no nie do nadrobienia... Dobra, koniec dygresji.]

Tak sobie myślę, że z Marzeniami to jest ogólnie tak, że są ważne dość w życiu. Tylko ja to tak miałam zawsze, że albo się w marzenia uciekało – no żeby nie myśleć o teraźniejszości, albo się z nich rezygnowało, bo przecież życie jest takie brutalne i nie ma co się zadręczać myśleniem o czymś, co nigdy się nie może udać… Taka mądra sentencja mi się przypomniała: „Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki” /Paul Zulehner/ i ja się z nią całkowicie zgadzam, bo właśnie tego doświadczyłam osobiście.
Czasem tylko było normalnie – w sensie, że: ok, mam Marzenie, niech sobie leży i dojrzewa (niekoniecznie na widoku i nie koniecznie bardzo obmyślane dookoła), w końcu przyjdzie na nie odpowiedni czas i wtedy sobie rozkwitnie, a ja mu może trochę w tym pomogę.
Ale teraz nadszedł taki bardzo, bardzo dziwny czas, że mi się same (albo z moim większym czynnym udziałem) te Marzenia jakoś masowo spełniają. Takie ‚marzysz i masz’! I jestem tym zadziwiona, zaciekawiona ale czasem w ogóle nie mogę nawet uwierzyć, że tak może się dziać… No, bo przecież musi być trochę (albo bardzo) ciężko w życiu i nie można mieć wszystkiego itd. No i robię się slightly confused ale w sumie nawet nie mam bardzo dużo czasu na takie analizowanie i rozbieranie tego na części, tylko tak po prostu tym żyję i się cieszę z każdego spełnionego no i przez to sama się robię coraz bardziej spełniona… I to mnie motywuje ciągle żeby jeszcze więcej marzyć i jeszcze więcej podejmować konkretnych działań żeby dalej to tak wyglądało. „Wyciągnij dłonie i chwyć marzenie” – no to chwytam i zdumiewa mnie, że niektóre z nich są rzeczywiście na wyciągnięcie tych (moich własnych!) dłoni. Że może się zdarzać, że MOJE marzenia spełniają się MI a nie tylko innym ludziom… Myślę, że mamy znacznie więcej możliwości do spełniania marzeń, niż się nam wydaje. Czasem naprawdę wystarczy ruszyć dupencję i po nie sięgnąć. A wtedy poziom endorfin skacze mocno do góry :D szczególnie jeśli są to marzenia czekające na swoją kolej już ładnych parę lat – takie wyczekane, a tych mam chyba najwięcej…

Poza tym myślę sobie, że dobrze jest spotykać ludzi, który mają takie same lub chociaż podobne Marzenia, bo można je sobie spełniać razem albo przynajmniej się inspirować i motywować nawzajemnie… Dlatego dziękuj,ę z tego miejsca wszystkim, którzy coś takiego ze mną robili i jeszcze zrobią ;)

Mogłabym tak długo o marzeniu i Marzeniach, ale konkret?
Poprzedni weekend w Valen u Krakusów. Czasem się ma takie pozornie nieduże marzenia. Marzył mi się (od mojej imprezy pożegnalnej czyli 1/2 września) wieczór filmowy. Niby nic, ale tutaj jednak to nie jest takie osiągalne, nawet sama nie mam zbyt dużo czasu na oglądanie w pojedynkę – z resztą to nie to samo… No i spełniło się podwójnie :) Marzyło mi się dobre ciasto, bo tu się za bardzo nie piecze, ostatnim takim była ta muffinka na Ulriken. No i co? dziewczyny się wręcz biją o dostęp do piekarnika i serwują deser za deserem! Nie mówiąc już o pokościołowym zestawie ciast w niedzielę. Z domu mam przeobłędny widok na niesamowite wschody słońca i na powrotnej drodze zamarzyło mi się obejrzeć z łodzi (swoja droga ta podróż to tez ciekawe doświadczenie – jeszcze nie pływałam czymś takim jak hurtigbåt) zachód słońca… Był idealny, w kulminacyjnej fazie karmazynowy! Rozkosznie…

boat2 boat3   boat1

 

 

 

 

 

Lubię pytać ludzi, o czym marzą…
A TY – o czym marzysz?

 
 
 

  • RSS