RSS
 

Archiwum - Kwiecień, 2017

SZLACHETNA PACZKA

05 kwi

Ponieważ w styczniu przyjechałam tu na min 5,5 miesiąca, z założeniem, że w międzyczasie nie wracam do Polski – pomyślałam sobie, że jakoś w połowie tego okresu może mi się przydać zamówić paczkę z Polski – z rzeczami, których mi się zapotrzebuje wtedy. Potem przyszło mi do głowy, że na Wielkanoc może by było dobrze, ale głowę usilnie zajęło mi myślenie o milionie innych, ważnych spraw i postanowiłam sprawę tą przełożyć na później,zrobić to na spokojnie.

Jakiś tydzień przed moimi feriami świątecznymi Mama moja pytała czy nie chciałabym dostać paczki, że mam to przemyśleć i dać znać, bo woli się ze mną skonsultować, czego potrzebuję niż robić mi niespodziankę z niekoniecznie trafioną zawartością. Dałam znać, że ‚zostawmy to na po świętach, na spokojnie’, a Ty się zgodziłaś.

Wróciłam z Valen (w poniedziałek) i następnego dnia firma tuban ogłosiła promocję: -30% na cały asortyment bańkowy – no to wymarzona wręcz okazja, wreszcie mam wystarczającą pamięć operacyjną żeby się tym zająć, a więc skompletowałam zamówienie i poprosiłam Mamę żeby je zrealizowała (bo nie doszły mi jeszcze pieniądze na polskie konto). Wczoraj wyczaiłam sobie buciki na allegro i poprosiłam o dołączenie ich do zestawu, do tego jeszcze parę drobiazgów i to wszystko – będzie można wysłać. Idealnie!

Dziś po posprzątaniu i joggingu, siedzę sobie w kuchni, rozmawiając z Mamą na fb, aż nagle woła mnie Anne, że przyszła do mnie wielka paczka – mam zejść na dół ją odebrać. ‚Is that Christmas or what?!’ Spróbujcie sobie wyobrazić jak się poczułam… Już? Macie obraz w głowie? Szaleńcza mieszanka radości, wdzięczności oraz złości, wzburzenia i wściekłości. Gwałtowna i nieoczekiwana, którą jednocześnie musiałam szybko stłumić i wyjaśnić Anne jak to się stało (że też akurat dziś musiała sobie zrobić home office!). ‚It’s hard to feel angry and glad in the same time…’ Całą destrukcyjną energię skierowałam więc w okienko rozmowy na fb i drukowanymi literami wykrzyczałam swoje ALE. ALE JAK TO? Super, że bańki, słodycze, Adila kabanosy pewnie ucieszą, a herbaty – no tak… [melisy nie lubię i nie potrzebuję tu (BO MIESZKAM Z LUDŹMI, KTÓRZY MNIE NIE STRESUJĄ!), ale teraz sobie chyba strzelę taką z 2 torebek... to już mi lepiej mogłaś Valerin przysłać] – jestem wdzięczna i nawet bym się ucieszyła, ALE dlaczego mnie pytałaś o zdanie, skoro zrobiłaś zupełnie na odwrót?! Jak na złość, a więc złość została wywołana – to naturalne. Nie potrafię się cieszyć z niespodzianek? Jasne – wolę strzelić focha i nie chcieć już żadnej paczki – niech moje zakupy czekają na mnie w Cieszynie aż może kiedyś wrócę. I nie, nie potrafię tego zrozumieć. Oczywiście, że jestem dziecinna i niezrównoważona oraz niewdzięczna i zachłanna, że zbyt emocjonuję się pierdołami. Oczywiście, że zawsze chcę żeby było wszystko po mojej myśli. Oczywiście, że brutalnie ranię uczucia mojej Mamy, która jak zwykle chciała dobrze, chciała mi zrobić miłą niespodziankę. Oczywiście, że nie powinnam o tym pisać publicznie.

Oczywiście, że chce mi się ryczeć i własnie dlatego pójdę sobie zrobić wielką bańkę…

Dzięki, Mamo!

_____
20 minut później: Buciki przyszły już. Podobno nawet ‚są ładniejsze niż na zdjęciu’ -ahhh!
_____

Refleksja: czuję, że popełniłam błąd w doborze literatury wyjazdowej – „Szantaż emocjonalny”, który leży odłogiem na półce już od września, powinnam była zastąpić „Toksycznymi rodzicami” żeby jeszcze raz dokładnie się w nich wczytać. Chociaż nie, na szantaż emocjonalny to też zakrawa.

Dlaczego czuję, że nikt mnie nie zrozumie?!

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Nieklasyfikowalne

 
 

  • RSS