RSS
 

oppdrag – ważne słowo

18 lip

bo oznacza ‚zlecenie’, na które czekam niecierpliwie i z wytęsknieniem od tygodni już. I oto w środę rano wiadomość z pracy, że wreszcie coś mają! A więc trochę ulga.  Od poniedziałku, jakieś sprzątania. Nie brzmi to specjalnie może atrakcyjnie ani ambitnie, chociaż w połączeniu ze stawką godzinową… No to zmienia postać rzeczy. Tak więc jest jeszcze szansa, że w tym miesiącu przynajmniej wyjdę na zero, albo lekki plus. Kilka potencjalnych tysięcy w plecy, masa zmarnowanego czasu i nerwów – o tym wolałabym nie myśleć. Ani o tym, że mogłam mieć wakacje nad morzem – gdybym tylko wiedziała, że tak będzie. Wolę myśleć, że będzie lepiej.
I że za 3-4 tygodnie będę się miała dokąd przeprowadzić.

W okolicach maja/czerwca moje poczucie czasu było jakieś inne. Wydawało mi się, że to już niedługo wracam do Polski, że wakacje zlecą. Ale 3 miesiące to jakby nie było 1/4 roku, kawał czasu. Zostało jeszcze prawie 2,5. Ale czas się ciągnie niemiłosiernie kiedy się jest w takim położeniu, jak ja obecnie. I kiedy się nie ma życia towarzyskiego. Tzn. tylko wirtualne, ale i tak bardzo sobie cenię, że jeszcze chce się Wam do mnie pisać i wysłuchiwać moich żalów. Tym bardziej ucieszyło mnie wczoraj, że dorwałam (w kościele – rzecz oczywista) Hansa Augusta – mojego norweskiego młodszego brata. Przyjechał do Bergen tylko na 1 dzień i koniecznie musiało się to skończyć shishą (nieużywaną od wieków) i lodami (które smakują lepiej z kimś niż w samotności). +100 do samopoczucia. Już nie mogę się doczekać aż ludzie zaczną wracać z wakacji za kilka tygodni, czyli ‚na jesień’. No bo właśnie – tu rok szkolny i akademicki zaczyna się już w połowie sierpnia (i przez to właśnie nie mogę znaleźć mieszkania na potem i krótkoterminowo).

A teraz zbieram się ‚na miasto’ – moja host family chce się ze mną spotkać zanim wyjadą na wakacje – na obiedzie i przekazać mi zaświadczenie z policji (co mi jest potrzebne w razie jakby jakaś praca w przedszkolu nagle).

I pogoda jest ładna :)

________

A więc po rodzinnym obiedzie spędziłam jeszcze trochę czasu z Johanną – spacerując po mieście zanim poszłyśmy do kina (Rio 2) – tak strasznie bardzo jej zależało, więc nie mogłam i nawet nie chciałam odmawiać ;)

Jeśli kogoś interesuje jak wygląda mój obecny, nowy, ‚zwyczajny’ dzień, to tak: rano próbuję bezskutecznie wstać zgodnie z budzikiem, w ciągu dnia muszę zaliczyć zajęcia obligatoryjne: przeglądanie ogłoszeń mieszkaniowych i pracowych, norweski: książka i/lub (film przynajmniej z norweskimi napisami), bieganie/góry, msza- niezależnie od tego w jakim języku, popisanie trochę z Wami. A sypiam średnio.

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Życie codzienne

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS