RSS
 

Pozytywy

15 lip

W tym całym swoim biadoleniu, narzekaniu i marudzeniu zapomniałam Wam opowiedzieć o kilku pozytywach, które ostatnio, w tej całej kryzysowej sytuacji, mnie spotkały. A więc:

1. W niedzielę (tą tydzień temu) byłam na koncercie ze zwiedzaniem domu Edvarda Griega (z Johanną i babcią) – bilet dostałam jako prezent pożegnaniowy od mojej rodzinki. Muzyka klasyczna była zawsze dla mnie światem dość odległym i nie do ogarnięcia, ale po pierwsze Grieg’a trzeba zaliczyć jako integralną część The Bergen Experience, a po drugie koncert był naprawdę dobry: pianino i sopran w malutkiej sali koncertowej z mega widokiem (po przeciwległej stronie ‚naszej wody’… Z faktów o Griegu zapamiętałam tylko najważniejsze: oboje z żoną mieli wzrostu tyle, co ja, a jego ulubionym miejscem na wakacje było nasze ukochane Lofthus.
Po drodze jeszcze, zanim się wyprowadziłam, świętowaliśmy urodziny Julii i ogólnie, mimo całych moich stresów, było z nimi fajnie.

2. Wreszcie złożyłam papiery na studia (dzięki za pomoc w dostarczeniu ich!), moja rodzina jest w szoku (nie rozumiem – przecież od dawna wiadomo, że przydałby się nam jakiś specjalista – psycholog w rodzinie…).
Na stronie wyświetla mi się komunikat:
„Gratulacje, został Pan(i) przyjęty(a) na studia.
Witamy w społeczności akademickiej naszej uczelni. Oficjalną decyzję otrzyma Pan(i) listem poleconym przesłanym na adres korespondencji.” (o ile otworzą kierunek)
Zdaje się, że o tym marzyłam, więc chyba powinnam się niesamowicie cieszyć, tak..?

3. W niedzielę (tą przedwczoraj) zrobiłam sobie wycieczkę trasą, o której myślałam już od bardzo, bardzo dawna – z Ulriken na Fløyen. Po sobotniej przeprowadzce byłam dość zmęczona i włażąc w upale na Ulriken już byłam wręcz pewna, że nie pójdę dalej.. ale na górze słonko przestało prażyć, przebrałam koszulkę, zjadłam jabłko i stwierdziłam, że jednak idę dalej. I tak szłam, szłam, szłam i szłam, aż zaszłam do domu po 7,5h. Zadowolnona, chociaż przez cały ten czas plątały mi się po głowie głównie myśli niewesołe. Ale no muszę się ruszać, produkować endorfiny.

Z tej okazji macie bonusa – coś, co powinnam Wam pokazać już dawno, dawno temu:

Pozytywy pozytywami, ale trzymam się tak naprawdę ledwo.
Jak ja, do cholery, to zrobiłam, że się znalazłam w takiej sytuacji?!

 
Brak komentarzy

Napisane przez w kategorii Przemyślenia, Życie codzienne

 

Dodaj komentarz

 

 
 

  • RSS