RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2014

oppdrag – ważne słowo

18 lip

bo oznacza ‚zlecenie’, na które czekam niecierpliwie i z wytęsknieniem od tygodni już. I oto w środę rano wiadomość z pracy, że wreszcie coś mają! A więc trochę ulga.  Od poniedziałku, jakieś sprzątania. Nie brzmi to specjalnie może atrakcyjnie ani ambitnie, chociaż w połączeniu ze stawką godzinową… No to zmienia postać rzeczy. Tak więc jest jeszcze szansa, że w tym miesiącu przynajmniej wyjdę na zero, albo lekki plus. Kilka potencjalnych tysięcy w plecy, masa zmarnowanego czasu i nerwów – o tym wolałabym nie myśleć. Ani o tym, że mogłam mieć wakacje nad morzem – gdybym tylko wiedziała, że tak będzie. Wolę myśleć, że będzie lepiej.
I że za 3-4 tygodnie będę się miała dokąd przeprowadzić.

W okolicach maja/czerwca moje poczucie czasu było jakieś inne. Wydawało mi się, że to już niedługo wracam do Polski, że wakacje zlecą. Ale 3 miesiące to jakby nie było 1/4 roku, kawał czasu. Zostało jeszcze prawie 2,5. Ale czas się ciągnie niemiłosiernie kiedy się jest w takim położeniu, jak ja obecnie. I kiedy się nie ma życia towarzyskiego. Tzn. tylko wirtualne, ale i tak bardzo sobie cenię, że jeszcze chce się Wam do mnie pisać i wysłuchiwać moich żalów. Tym bardziej ucieszyło mnie wczoraj, że dorwałam (w kościele – rzecz oczywista) Hansa Augusta – mojego norweskiego młodszego brata. Przyjechał do Bergen tylko na 1 dzień i koniecznie musiało się to skończyć shishą (nieużywaną od wieków) i lodami (które smakują lepiej z kimś niż w samotności). +100 do samopoczucia. Już nie mogę się doczekać aż ludzie zaczną wracać z wakacji za kilka tygodni, czyli ‚na jesień’. No bo właśnie – tu rok szkolny i akademicki zaczyna się już w połowie sierpnia (i przez to właśnie nie mogę znaleźć mieszkania na potem i krótkoterminowo).

A teraz zbieram się ‚na miasto’ – moja host family chce się ze mną spotkać zanim wyjadą na wakacje – na obiedzie i przekazać mi zaświadczenie z policji (co mi jest potrzebne w razie jakby jakaś praca w przedszkolu nagle).

I pogoda jest ładna :)

________

A więc po rodzinnym obiedzie spędziłam jeszcze trochę czasu z Johanną – spacerując po mieście zanim poszłyśmy do kina (Rio 2) – tak strasznie bardzo jej zależało, więc nie mogłam i nawet nie chciałam odmawiać ;)

Jeśli kogoś interesuje jak wygląda mój obecny, nowy, ‚zwyczajny’ dzień, to tak: rano próbuję bezskutecznie wstać zgodnie z budzikiem, w ciągu dnia muszę zaliczyć zajęcia obligatoryjne: przeglądanie ogłoszeń mieszkaniowych i pracowych, norweski: książka i/lub (film przynajmniej z norweskimi napisami), bieganie/góry, msza- niezależnie od tego w jakim języku, popisanie trochę z Wami. A sypiam średnio.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Życie codzienne

 

Pozytywy

15 lip

W tym całym swoim biadoleniu, narzekaniu i marudzeniu zapomniałam Wam opowiedzieć o kilku pozytywach, które ostatnio, w tej całej kryzysowej sytuacji, mnie spotkały. A więc:

1. W niedzielę (tą tydzień temu) byłam na koncercie ze zwiedzaniem domu Edvarda Griega (z Johanną i babcią) – bilet dostałam jako prezent pożegnaniowy od mojej rodzinki. Muzyka klasyczna była zawsze dla mnie światem dość odległym i nie do ogarnięcia, ale po pierwsze Grieg’a trzeba zaliczyć jako integralną część The Bergen Experience, a po drugie koncert był naprawdę dobry: pianino i sopran w malutkiej sali koncertowej z mega widokiem (po przeciwległej stronie ‚naszej wody’… Z faktów o Griegu zapamiętałam tylko najważniejsze: oboje z żoną mieli wzrostu tyle, co ja, a jego ulubionym miejscem na wakacje było nasze ukochane Lofthus.
Po drodze jeszcze, zanim się wyprowadziłam, świętowaliśmy urodziny Julii i ogólnie, mimo całych moich stresów, było z nimi fajnie.

2. Wreszcie złożyłam papiery na studia (dzięki za pomoc w dostarczeniu ich!), moja rodzina jest w szoku (nie rozumiem – przecież od dawna wiadomo, że przydałby się nam jakiś specjalista – psycholog w rodzinie…).
Na stronie wyświetla mi się komunikat:
„Gratulacje, został Pan(i) przyjęty(a) na studia.
Witamy w społeczności akademickiej naszej uczelni. Oficjalną decyzję otrzyma Pan(i) listem poleconym przesłanym na adres korespondencji.” (o ile otworzą kierunek)
Zdaje się, że o tym marzyłam, więc chyba powinnam się niesamowicie cieszyć, tak..?

3. W niedzielę (tą przedwczoraj) zrobiłam sobie wycieczkę trasą, o której myślałam już od bardzo, bardzo dawna – z Ulriken na Fløyen. Po sobotniej przeprowadzce byłam dość zmęczona i włażąc w upale na Ulriken już byłam wręcz pewna, że nie pójdę dalej.. ale na górze słonko przestało prażyć, przebrałam koszulkę, zjadłam jabłko i stwierdziłam, że jednak idę dalej. I tak szłam, szłam, szłam i szłam, aż zaszłam do domu po 7,5h. Zadowolnona, chociaż przez cały ten czas plątały mi się po głowie głównie myśli niewesołe. Ale no muszę się ruszać, produkować endorfiny.

Z tej okazji macie bonusa – coś, co powinnam Wam pokazać już dawno, dawno temu:

Pozytywy pozytywami, ale trzymam się tak naprawdę ledwo.
Jak ja, do cholery, to zrobiłam, że się znalazłam w takiej sytuacji?!

 

Przeprowadzona

12 lip

już jestem. Po dwóch bonusowych tygodniach na Kråkeneslien. Popakowałam się do końca, wyszło tego oczywiście za dużo, ale o to się będę martwić później. Ciężkie to wszytstko emocjonalnie do zniesienia. Prawie 2 lata, zżylismy się ze sobą bardzo, w końcu byłam faktycznie częścią tej rodziny i zawsze w pewnym sensie będę. Ciężko rozstawać sie z ludźmi i z ulubionymi miejscami. Ale w tych wszystkich stresach jakoś mi to umyka, ta depresja moja letnia jest chyba najmniej z powodu wyprowadzki. Bardziej się martwię teraz pracą i tym wszytskim, co potem. Poza tym wiem, że to już czas, że potrzebuję iść dalej, popchnąć to moje życie do przodu, zabierając ze sobą te wszystkie doświadczenia, wszystko, czego się tu nauczyłam. Tak strasznie dużo dobra!

Zrobiam dziś pierwsze normalne zakupy jedzeniowe (wow!), byłam na filipińskiej mszy, teraz siedzę w przyszłym pokoju Marty, przy starym biurku Jonasa i czuję, że nie mam nawet siły nic sensownego napisać. Na drzwiach już wisi fragment plakatu i próbuje mnie przekonać, że ‚wszystko będzie dobrze’. Będzie. Musi.
Nie poddam się. Idę sobie znaleźć nową trasę do biegania. A jutro w góry.

 

Letnia depresja to stan,

11 lip

którego się raczej nie spodziewałam.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Exciting news

 
 

  • RSS