RSS
 

Archiwum - Czerwiec, 2014

tykam

30 cze

Dzwięk tykającej bomby emeocjonalnej, na której właśnie siedzę, a może raczej, którą mam w środku, jest już coraz bardziej nie do zniesienia. Mogłabym napisać tylko ‚bez zmian’, ale pozwolę sobie trochę pomarudzić:
Sterta rzeczy zawala mi pół prawie posprzątanego pokoju, muszę grzebać w pudłach i torbach kiedy czegoś potrzebuję. Spakowałam większośc rzeczy na wszelki wypadek. Spakowałam chociaż nadal nic nie wiem. I oczywiście jest ich nadal za dużo żebym się sama z tym zabrała. Do dupy takie siedzenie na walizkach. Zostawiłam zdjęcia na ścianie – dla pocieszenia. Czekam aż wreszcie zadzwonią, nerwowo, kurczowo trzymając telefon zawsze przy sobie. A przeciez jak już zacznę ‚normalną’ pracę, to dopiero będą wyzwania i stresy. Oficjalnie od jutra nie jestem już au pair, ale jako gość mogę tu zostać jak długo będę chciała. Dziś na zakończenie zaplanowany jakiś dobry obiad w restauracji. Mam nadzieję, że spodoba im się fotoksiążka. Z jednej strony bardzo chcę już, z drugiej bardzo nie chcę się wyprowadzać. Emocjonalne napięcie podsycane teatralnymi wręcz ‚Dominika – nie wyjeżdżaj! Musisz?’ itd. naprawdę mnie męczy, trochę nie mam nawet siły spędzać z nimi czasu- dobrze, że są dziadkowie. Żeby nie myśleć za dużo, delektowałam się książką, celowo spowalniając tempo czytania, ale wczoraj z nienacka trafiłam na okrutny spoiler i odechciało mi się nawet czytać. Żeby to wszystko w sobie rozładować wieczorami (a raczej nocą, bo przecież i tak jest jasno) łażę po lesie albo włażę na górę moją – zamknęłam wczoraj 30-tkę wejść tamże (3 razy w tym tygodniu, po miesiącu przerwy, kiedy to z powodu zgubionych kluczy wlazłam tam 2 razy jednego dnia – nie, nie znalazłam kluczy), a więc tak jakby chyba jestem gotowa żeby się wyprowadzić… i zacząć ją zdobywać od drugiej strony. Ale nie jestem gotowa (mimo ponad roku przemyśleń) do wypełnienia formularza rekrutacyjnego na studia. No po prostu jakoś nie mogę się na to zdobyć. Wyżywam się na Edzie, biedaczek musi mi śpiewać codziennie.

Za dużo tego wszystkiego. Tik-tak, tik-tak, tik-tak, tikkk…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Exciting news

 

apdejt

25 cze

1. Nie wiem jeszcze dokładnie, co z pracą, ale dziś dzwonili do Adila i Anne sprawdzić referencje. Adil powiedział im, że ‚jestem jak córka i nie będą mieć innej au pair, bo byłam za dobra’, więc musi być dobrze. Czekam na telefon. Nie lubię oczekiwania na telefon.

2. Mam już klucze do Marty przyszłego pokoju, mogę się wprowadzić kiedy chcę. Posłałam z Krakusami jeszcze jedną napchaną (na szybko, czymkolwiek) reklamówę bagażową. I kupiłam sobie pudła w IKEI.

3. Tydzień z dziećmi w domu jest dość męczący. W piątek przylatują dziadkowie z Singapuru. Fotoksiążka odebrana.

4. Tyle razy słyszałam w ostatnim czasie, że powinnam zostać w Bergen zamist wracać do Polski… mętlik w głowie.
A przeciez już to miałam przemyślane.

5. Czytam książki, chodzę na spacery i zdecydowanie za dużo myślę.

6. Dziękuję za uwagę. Pozdrawiam.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Exciting news

 

a to ci NEWS!

19 cze

Z nienacka wczoraj telefon dostałam. Nie odebrałam go nawet (…), ale w międzyczasie się zdążyłam ogarnąć i zorientować kto to był i co chciał. Oddzwoniłam i *pufff* – tym sposobem wyladowałm dziś o 10:00 na rozmowie kawalifikacyjnej! I dumna z siebie jestem, bo się zawzięłam w sobie i poszło mi chyba dobrze, nawet usłyszałam (ze dwa razy chyba), że mówię ładnie po norwesku :D No i będą dzwonić w przyszłym tygodniu z konkretami, bo to mają być zastępstwa krótkie w przeróżnych miejscach tzn. kantyny, sprzątanie ewentualnie, a może nawet przedszkola – czyli ful zestaw ofert, jakie przeszukiwałam, w jednym. Ale ja przecież jestem bardzo fleksibel, więc sobie jakoś dam radę. Muszę. Chcę. I w siebie wierzyć bardziej też chcę. Ale jak co, to możecie sie modlić dalej, bo teraz będzie dość hektisk – duże zmiany i duże wyzwania!

Uff… jak to się faktycznie uda, to całe szczęście!
Bo już mi się Valerin kończy…

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Exciting news

 

ostatnie 2 tygodnie – aaa!

17 cze

Moja poprzednia opowieść zakończyła się na pakowaniu walizki – ‚zabawa’ z nią zajęła mi kilka godzin, przebrnęłam przez wszytkie swoje nagromadzone tu sterty rzeczy, załamałam się, ale w końcu zrobiłam selekcję i na siłę domknęłam walizkę i plecak. Ale i tak przynajmniej 2/3 moich rzeczy jeszcze zostaje w Bergen, musze jakos zdobyć jeszcze jedną, większą walizę. Sam wyjazd do Valen był przedsięwzięciem logistycznie wyjątkowo skomplikowanym, planowałam to kilka dni, zawracając głowę wielu osobom – a tego nie znoszę najbardziej. Ale trzeba było schować dumę i skrupuły do kieszeni i pogodzić się z myślą, że przynajmniej na tą chwilę musze przestać byc ‚kobietą niezależną’… W piątek Anne zawiozła mnie i moje wszystkie spakowane graty do akademika Andreasa, u którego nocowałam później tzn. po tym jak wróciliśmy z jego i Iny urodzinowej imprezy w… IKEI :D W sobotę o 6 rano ksiądz Piotr (którego ledwie znałam jak dotąd) zabrał mnie do Valen samochodem/promem. Wszytko kosztowało mnie sporo stresów i mało spania ale udało się! No a w Valen, wreszcie, wreszcie, było oczywiście świetnie :) Te własnie wyjazdy i spotkania z ludźmi w międzyczasie sprawiają, że na chwilę zapominam o tym całym stresie jaki przeżywam i chyba tylko dzięki nim się jeszcze nie załamałam. No ale też wiem, że przynajmniej w lipcu moge mieszkać w Marty akademiku. Za to na codzień funkcjonuję w trybie zombie – stres mnie zżera po kawałku i kiepsko śpię w nocy, czasem nadrabiam w dzień jak znajdę jakiś kawałek łóżka, kanapy, fotela… albo dywanu.

Ostatnie 2 tygodnie tej przygody.
Aż trudno uwierzyć, że to już koniec zaraz, że minęły prawie 2 lata.
W niedzielę ostatnie, pożegnalne spotkanie Fides. Trochę smutno. Dla naszej liderki Anji popełniłysmy z Martą scrapbookowy album, z którego jestem bardzo dumna :) Fotoksiążka dla mojej host family wysłana do druku! Chyba potrzebowałam się wyżyć artystycznie, przypomnieć sobie, że jednak mam jakieś talenty i chociaż nikt mnie nie chce zatrudnić, to nie jestem wcale tak całkiem do dupy.

Jestem przerażona najbliższą przyszłością, modlę się o cud.
Liczę, że nagle się coś jeszcze pojawi, jakaś opcja ratunkowa, że odpiszą mi na maila.
Mówię sobie codziennie, że MUSI się to jakos ułożyć…

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Exciting news

 

Moje małe frustracje

05 cze

Stres, stres, stressss… Tak bym jednym słowem mogła określić ‚co u mnie’.

De facto zostały mi 3 tygodnie kiedy jeszcze mam gdzie mieszkać i mam pracę, a potem… No własnie – dalej nie wiadomo. Szukam niby pracy wciąż, ale sprowadza się to do przeglądania setek ogłoszeń, z których większość muszę odrzucić, a tylko kilka biorę pod uwagę. Maj przeleciał mi nie wiem jak i kiedy i oto jestem w Czarnej Dupie Wielkiej, znam to miejsce aż za dobrze. Pewnie źle szukam, bo przecież w Norwegii tak łatwo o pracę, przychodzisz (bez języka i kwalifikacji) i zatrudniają cię od ręki. Tak… Wracać do Polski na wakacje mi się zwyczajnie nie opłaca. Potrzebuję kasy i chciałabym wykorzystać to, że tu jestem. Ale chyba najgorsze jest w tym wszystkim poczucie, że się nie nadaję. Co z tego, że zdobyłam magistra, spędziłam już 2 lata tu i ‚znam teren’, że nauczyłam się języka. Nie umiem (chociaż naprawdę próbuję) się pozbyć tego durnego poczucia własnej beznadziejności. Ale to, że jestem ciągle tak strasznie słaba fizycznie wcale mi nie pomaga myśleć pozytywnie.

Nie wiem gdzie będę mieszkać za te 3 tygodnie, bo to wszystko zależy od pracy. Ale wiem, że zagraciłam się tu strasznie, przybyło mi zewsząd mnóstwo rzeczy i muszę już teraz ‚coś z tym zrobić’. Za chwilę zabieram się za próbę spakowania części niepotrzebnych rzeczy żeby zabrać je do Valen i poprosić o przywiezienie ich do Polski. Część rzeczy muszę rozdać chyba, część wyrzucić, ale i tak zostanie tego mnóstwo. Nie wiem tylko czy pakować zimowe rzeczy, bo przecież jeśli znajdę pracę na północy gdzieś to…

No i właśnie – poprzedni weekend 4-dniowy to Bømlo (i pożegnanie z tamtymi miejscami, woda, wiatr i nostalgia), najbliższy to Valen (nie byłam od grudnia, od kilku miesięcy się jakoś tam nie mogę dostać). Do tego spotkania i prezenty urodzinowo-pożegnalne, w które chciałabym włożyć jednak trochę serca, bo wdzięczność jest ważna. To mnie absorbuje. Nie jest łatwo się żegnać, nie jest łatwo (teraz już nawet codziennie) słyszeć, że to straszne, że muszę wyjeżdżać i czy nie mogłabym zostać jeszcze chociaż tysiąc lat… Ale wiem, że jestem gotowa i chcę już iść dalej, zacząć kolejny etap. Że potrzebuję więcej niezależności. Tylko po prostu zmiany są trudne, tym bardziej jeśli towarzyszy im pracowo-mieszkaniowy deficyt, stres.

Znalazło by się jeszcze parę stresorów, powodów do ponarzekania, ale nie chce mi się już nawet o tym gadać. Sorry.

Podsumowując: mam wrażenie, że to wszystko takie małe, drobne, a zatem mało ważne w tym dużym świecie. Ale w małym życiu Małej Mi(ki) istnieje inna skala, inny przelicznik wielkościowy. Dla mnie to jest po prostu bardzo ważne i bardzo mnie w tej chwili przytłacza. Mimo wszystko jednak trzymam się kurczowo myśli, że ‚wszystko się JAKOŚ ułoży’…

No to idę się pakować. Pa.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Exciting news

 
 

  • RSS