RSS
 

Archiwum - Maj, 2014

Po pierwsze: ZDAŁAM! :)

24 maj

Jednak! Miałam odrobinkę jeszcze nadziei, ale nie wierzyłam w to za mocno… Chociaż oczywiście wszyscy WIEDZIELI, że zdam. Dlaczego to takie ważne? Bo to jedyne namacalne potwierdzenie, że cokolwiek osiągnęłam w przeciągu ostatniego 1,5 roku. Bo państwowy certyfikat z języka to ważna pozycja w cv – na teraz czy na przyszłość. Bo moja host family władowała mnóstwo kasy w moją edukację i chciałam im pokazać, że to nie poszło na marne. Bo nie lubię porażek (tym bardziej podwójnych), nienawidzę kiedy moje wysiłki (krew, pot i łzy) idą na marne. Bo własnie teraz potrzebowałam czegoś, co mnie podbuduje. Dlatego też pod koniec tego, nieskończenie długiego, okresu oczekiwania stres ogarniał mnie już ogromny i wynik – to pozytywne zaskoczenie i ta ulga.. piękne uczucie. Przypuszczam, że gdyby był negatywny to ciężko by mi było się po tym pozbierać, wierzyć w siebie i…

…no właśnie – szukać pracy. Na wakacje.
Tym się ostatnio niby zajmuję. Znów mam otwartych milion zakładek internetowych i tonę w nich, tonę… Wysłałam kilka cv dopiero. Został mi miesiąc. MUSI się coś znaleźć.
Co do planów dalekosiężnych – na jesień planuję wrócić do Polski. (Na dłużej, ale nie na stałe, bo takiego wyrażenia nawet nie ma w moim słowniku.) Planuję, o ile nie wydarzy się nagle coś niespodziewanego, co popchnie mnie ku innym decyzjom. Nie przewiduję tego, synoptycy ani górale też nie, ale no przecież ‚nigdy nic nie wiadomo’.
Ja właściwie lubię tak trochę wciąż nie wiedzieć, wciąż mieć wszystko jeszcze przed sobą.

Dostaję ostatnio mnóstwo wsparcia, a teraz gratulacji – z różnych stron świata (m.in. dlatego, że ludzie zaczęli już powoli wyjeżdżać z Bergen). Sporo niespodziewanych, ciekawych, budujących i inspirujących rozmów mi się zdarza w ostatnim czasie. Jest to niesamowite i jestem Wam za to ogromnie wdzięczna! :*

Zapowiada się ładny wieczór, oby z ładnym zachodem słońca (jak wczoraj) – chyba się przejdę obejrzeć to z mojej góry – po raz 25 zdobywając jej szczyt. Dni są takie długie teraz.

Z pewnych względów dobrze pamiętam, co działo się dokładnie dwa lata temu. Od tego czasu sporo się zdarzyło i prawie wszystko się zmieniło w moim małym świecie. Zmieniło się na lepsze, chociaż momentami było bardzo ciężko.
A więc: Skål! Za moje życie. Za ludzi, których spotykam. Za niespodziewane zwroty akcji i sploty wydarzeń, które czynią to życie ekscytującym…

 

nowa notka whoa!

05 maj

Tak, wiem – dawno i w ogóle, znowu zaczynacie mnie poganiać znaczy się motywować mnie do nabazgrania tu czegoś… A więc tak – nie pisałam z powodów kilku: nieogarnięcia mojego wrodzonego, braku weny, ale przede wszystkim z nadmiaru wrażeń i wydarzeń.

Dokładnie miesiąc temu pisałam znów strasznie okropny Bergenstest. Na wyniki poczekam sobie jeszcze 3 tygodnie. Nie chce mi się nawet o tym myśleć, nie czuję żebym (mimo ponad miesiąca zakuwania, słuchania radia, czytania artykułów w gazetach, książki, dodatkowego kursu, przebrnięcia przez prawie całą gramatykę i zrobienia testu z 2011 oraz zredukowania do minimum życia towarzyskiego, a w ostatniej fazie nawet tego facebookowego (sic!)) napisała go jakoś specjalnie lepiej niż poprzedni… No. A we wtorek poprzedni skończyłam swój ostatni kurs norweskiego i teraz pozostaje mi się tylko szkolić na własną rękę.

Niedługo po egzaminie wpadłam niespodziankowo do Polski na ferie wielkanocne. Cieszyłam się na to od 2 miesięcy, bo właśnie wtedy już kupiłam bilety (łapiąc promocje na Wizzairze i PolskimBusie, przez co cena zrobiła się, powiedzmy, znośna). Zaproszenie na Wielkanoc miałam też do Valen – jak rok temu u Krakusów, a znajomi zostający w Bergen sami sobie zorganizowali wspólne Święta i z tego powodu poczułam właśnie, że chciałabym być w tych trzech miejscach jednocześnie… Kilka dni w Krakowie, głównie z Natalą, potem w Cieszynie z resztą rodzinki i tymi, którzy chcieli i mogli się w tym czasie spotkać. Odniosłam wrażenie, że moja niespodzianka sprawiła Wam trochę radości ;) :D Mi tym bardziej, bo już nawet w lutym byłam stęskniona… Na koniec ja też dostałam niesamowity niespodziankowy prezent: Wujek przywiózł mi Babcię na lotnisko żebym w ciągu tych parunastu minut zdążyła ją jeszcze uściskać, pocieszyć i pomachać zanim odlecę… Powiedziała mi ‚bądź sobą’… :)

Jak w Polsce zaskoczyło mnie zimno i deszcz (Werka już mnie dogoniła rozmiarem buta, wzrostem brakuje jej niewiele (aaa!) -więc miałam od kogo pożyczać cieplejsze buty…), tak w Bergen nagle zrobiło się lato i pora bezdeszczowa (mimo ochłodzenia) trwała aż do wczoraj. Dni są też już bardzo długie ( z zachodem słońca ok 21:45), co nie sprzyja wczesnemu wracaniu do domu :P Te właśnie ostatnie 2 tygodnie szalone były – mnóstwo spotkań z ludźmi, wycieczki w góry, pikniki, imprezy… Dużo słońca i radości :) Dobrze mieć tu wreszcie ludzi chętnych do realizowania moich i ich szalonych pomysłów :D Niech to tak jeszcze trochę potrwa… Zżywam się z nimi i z tym miastem coraz bardziej… I chyba przez to Was trochę zaniedbuję ostatnio :/

Wszyscy (jak zawsze z resztą) pytają mnie o plany dalsze – oficjalna wersja jest taka, że kończę kontrakt tu końcem czerwca, a potem chciałabym popracować tu jeszcze w wakacje (przy czym na szukanie pracy jest trochę już bardzo późno… no ale może jednak?). A potem, hmm…

Przypuszczam, że liczyliście na więcej fajerwerków z mojej strony, a tu tylko taka codzienność – sorry ;)
Miejcie się ;)

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Życie codzienne

 
 

  • RSS