RSS
 

Archiwum - Luty, 2014

„Ikke bestått”

28 lut

Właśnie dostałam wyniki Bergenstestu – NIE ZDAŁAM. I to, niespodzianka!, części 3 i 5, które wydawały mi się nie najtrudniejsze… Wręcz 3 wydawało mi się, że poszła mi najlepiej. Nie ważne z resztą…

Zapowiada się weekend w stylu Kac Bergen.
Dziękuję za uwagę.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Exciting news

 

Bergenstest i inne tego typu wątpliwe przyjemności

14 lut

A więc egzamin pisałam z norweskiego, państwowy taki – już miesiąc temu to prawie było… I czekam, niecierpliwie już bardzo czekam na wyniki i poczekam tak jeszcze ze dwa tygodnie, o ile mnie szlag wcześniej nie trafi.

Jeśli kogoś interesuje, poza tym jak mi poszło (o co wszyscy pytają), jak to jeszcze wyglądało, to proszę bardzo:

cz. 1 – 2,5 h
1 – czytanie ze zrozumieniem: 3 teksty -> test wyboru/otwarte pytania, 1h
2 – słuchanie: 25 dialogów puszczonych raz i jeden za drugim do każdego 1 pytanie testowe
3 – tzw. referat: słuchanie wywiadów 2x i napisanie na jego temat jednolitego tekstu wg. podanych głównych punktów, 1h

cz. 2 – 2,5h
4 – gramatyka: 30 zdań do uzupełnienia poprawnie językowo i gramatycznie
5 – rozprawka na 1 z tematów

Łącznie spędziłam tam 7,5h, nieznośnie długie i wykańczające 7,5h. O ile części 1,3 i 4 były w zasadzie do przeżycia, o tyle 5-ki mi się już zwyczajnie nawet nie chciało pisać (tym bardziej nt. wprowadzenia szkolnych mundurków w Norwegii i tak późno i na głupim papierze, mocno przyciskając żeby się na 2 kalkach odbiło – blee…). No ale najgorzej to z tą 2-ką! Pisały ze mną dziewczyny z mojej grupy kursowej i wszystkie jednogłośnie stwierdziłyśmy, że było to straszne i nie do zrobienia, nie nadążało się przeczytać pytań w trakcie słuchania tekstu no i nie dało się do tego wrócić. No i jeśli właśnie polegnę to najprawdopodobniej z powodu tej części, ach no bo trzeba zdać każdą część osobno żeby zdać cały test (sic!). Jeśli zda się w ogóle to ma się zaliczony poziom B2, jeśli bardzo dobrze to C1 i trudniejszego egzaminu już nie ma. Nie pytajcie mnie o przeczucie, naprawdę nie wiem, ale mam jeszcze cień nadziei, że wszystkim 2-ka poszła nie bardzo i może obniżą próg czy coś, nie wiem… Nie chce mi się już przez to przechodzić po raz kolejny (zwłaszcza, że może być tak samo), bardzo nie chce mi się płacić po raz kolejny 1900 koron za tą nieprzyjemność. (W ustny nie zamierzałam się nawet bawić). Nie chciało mi się nawet tego pisać ale dałam się namówić – bo tu ‚w domu’, bo na kursie wszyscy naciskali. Jeszcze 2 lata temu mi przez myśl nie przeszło nawet, że będę się uczyć tego języka… Jeszcze nadal nie wiem czy mi się on przyda. Ale póki co jestem na kolejnym kursie, już ostatnim. Wtorki wieczorem to nie jest moja ulubiona pora na to, a Arild nie jest moim ulubionym nauczycielem i nie przypada mi do gustu jego sposób prowadzenia zajęć – ale na tym poziomie nie było innej alternatywy. Z nich wszystkich Lea, ta pierwsza, była chyba jednak najbardziej sensowna. Obraziłyśmy się w ogóle na Maritę, że nas na przedegzaminowym kursie nie przygotowała wystarczająco, za to z każdej lekcji marnowała jakieś 20 minut przez swoje spóźnianie się i przedłużanie przerw. Zakuwać ostro na własną rękę najwyraźniej nie wystarczyło.

Także tak to wygląda. Nadal nie mówię ładnie i płynnie, za to czytam sobie książkę, szarpnęłam się na pierwszą poważniejszą po norwesku. No i staram się jakoś wytrzymać do wyników… Powiadomię Was niezwłocznie o sukcesie bądź porażce.

Pozdro.

ps: tak w ogóle na dole (4stycznia) jest notka o Gruzji, jakbyście przypadkiem przeoczyli ;)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Languages

 

Den var jo en helt fantastisk helg! :)

03 lut

Ponieważ zaraz po powrocie z Polski ciężko mi było znieść myśl, że mój obecny plan na życie ogranicza się do egzaminu i jadłospisu na bieżący tydzień… musiałam sobie coś zaplanować, zarezerwować jakiś bilet! A że obiecywałam Marcie odwiedziny w Jessheim już chyba od… czerwca no to czas najwyższy. Poleciałam, bo najszybciej i najtaniej (sic!), nawet dostałam z tej okazji wolny piątek. W tamtych rejonach zima bardzo, taka ze śniegiem – nie to co u nas. A z Martą oczywiście, jak zawsze musiało być fantastisk :) Zobaczyłam jak i z kim sobie mieszka, załapałam się na koncert (poezja śpiewana), przedstawienie (jedno z najbardziej alternatywnych, a na pewno najbardziej interaktywne na jakim byłam), spacery i wieczory filmowe. Byłyśmy nawet w najdroższym mieście na świecie, czyli w Oslo (Bergen jest o wiele ładniejsze i bardziej klimatyczne, jakby ktoś pytał) na gorącej czekoladzie i cały czas oczywiście przegadałyśmy – jestem pozytywnie naładowana tym wszystkim :)
A na deser po powrocie jeszcze Johanna zabrała mnie do kina na Krainę Lodu (nareszcie, bo nie udało mi się obejrzeć ani w Pl ani w Gruzji, a bajka jest pełna norweskich motywów, więc po norwesku fajnie brzmi!), a potem jeszcze Fides wieczorem także fajnie bardzo wszystko.
Na next weekend zapowiedziała się u mnie Marysia, za 2 tygodnie Marta ma ferie i jest w Bergen, potem my mamy ferie więc chyba luty jakoś poleci, oby lepiej niż poprzednie dwa, trzy tygodnie, no i może czekanie na wyniki z egzaminu nie będzie aż takie bolesne. Wartałoby w międzyczasie coś jednak pomyśleć o przyszłości…

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Exciting news

 
 

  • RSS