RSS
 

Archiwum - Lipiec, 2013

summertime plan *updated

08 lip

Żeby nie było, że nie ogarniam (chociaż to prawda jest…) – obiecany plan na moje lato. Możecie spojrzeć kiedy i gdzie mnie można dorwać ;) Ogólnie mam całą listę pomysłów i rzeczy koniecznych do zrealizowania w tym czasie ale plan jest na tyle, myślę, luźny, że postaram się znaleźć chociaż trochę czasu dla Was wszystkich – zbiorowo i indywidualnie! :) Ale bardzo proszę się do mnie odzywać w sprawie spotkań, bo ja nie ogarnę wszystkiego…

czw 4.07 – lecę Bergen (14:15) -> Poznań (16:15) + pociągiem do Kato i czymś do Cn
pt 5.07 – chciałabym się jakoś z Wami przywitać (szczeg. z niejadącymi nad morze z nami) ale forma jeszcze nieustalona, bo się rodzina na wyjazd pakuje i zanosi się na sajgon w domu… tak czy siak zapamiętajcie tą datę!

sob 6.07 – teoretycznie wyjazd do Łebienia/Łeby a taka tam obsuwa… i 3 dni bonusowe z Wami :D
… robienie fantastycznych rzeczy na wybrzeżu z rodzinką i znajomymi :D
sob 20.07 – teoretyczny powrót do Cieszyna

21-27.07 – prawdopodobnie Cieszyn, może wypad do Bielska (?)

28.07-1.08 – … – zabieram Mamuśkę w naszą wymarzoną podróż życia – yay! ;)

2.08 ~ 18.08 – Cieszyn, pewnie chwila w Krakowie, może jeszcze coś – imprezy, spotkania, kreatywność, imprezy… ;)

sob 17.08 – lecę już do Bergen (z Poznania)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Exciting news

 

big, big summary

04 lip

No musi ono się przecież wydarzyć.
Rok (i kilka dni) temu się obroniłam i skończyłam studia, zupełnie wtedy nie wiedząc, co ze sobą zrobić. W głowie miałam tylko ‚jechać już wreszcie nad morze!’. Teraz też mam głowę pełną morza, ale jest mi zupełnie inaczej – ze wszystkim właściwie.
Kiedy, w sierpniu, decydowałam się na wyjazd tu, miałam mnóstwo obaw i wątpliwości – wszystko wydawało się krokiem zupełnie na przekór ludziom i normom, wszytko było obarczone ryzykiem, wszystko było jednym wielkim znakiem zapytania. Słyszałam opinie od bardzo pozytywnych: ‚jedź, zdobywaj, odkrywaj, szalej’, do dość negatywnych jak choćby: ależ jak to nie doktorat, z takim wykształceniem do takiej roboty… Usłyszałam ‚po studiach, a jedziesz na służbę’ oraz najlepsze określenie ‚niewolnica!’ (by babcia)… Wiem, że większość z tych komentarzy wynikała z troski, ale niektóre jednak mnie dołowały albo nawet bolały. Ale zrobiłam to, odważyłam się wreszcie i teraz Wam podsumuję efekty tej decyzji.

  • Potrzebowałam SANATORIUM, odpocząć i odstresować się, odzyskać siły, uspokoić się, przemyśleć co nieco. Miałam tu ku temu idealne wręcz warunki, a więc się udało. Nareszcie czuję, że ŻYJĘ.
  • Chciałam po prostu ruszyć dupę, zmienić coś, wyjść poza schemat, w którym tkwiłam, rozwinąć żagle – zawsze mi ku temu brakowało odwagi, i (przynajmniej tak mi się wydawało) możliwości. Udało się i już teraz się tak nie boję, Świat stanął otworem.
  • Chciałam się nauczyć radzić sobie z podróżowaniem, zrobić wreszcie to, o czym  zawsze marzyłam. Zrobiłam to, dopiero się rozkręcam, ale już (po tych kilku przygodach, perypetiach i moich błędach) idzie mi coraz lepiej chyba. Zobaczymy jak to jutro wyjdzie :P
  • Od 15 lat marzyłam o powrocie do Norwegii. No i jestem :)
  • Zależało mi na poćwiczeniu angielskiego szczeg. w mowie – praktykuje codziennie, wiem, że jeszcze może on być o wiele lepszy no i idę w tym kierunku.

Ale to jeszcze nie wszystko, bo:

  • Nie zależało mi specjalnie na norweskim, ale się coś tam nauczyłam, teraz mi zaczęło zależeć no i mam okazję jeszcze się nauczyć więcej – kolejny plus. Mózg mi pracował przynajmniej trochę.
  • Okazało się, że mam sporo czasu wolnego i dzięki temu więcej go spędziłam wirtualnie, ale z Wami. Na pewno więcej niż siedząc w Krakowie. Poznałam (na żywo) trochę fajnych osób. No i nawet odgrzebałam niektóre stare znajomości, cieszy to.
  • Apropos starych znajomości, znajomości ‚od zawsze’ – niezmiernie się cieszę z odnowienia i rozwinięcia relacji z rodziną Krakusów, którzy mnie tu serdecznie przyjęli! Dużo dobrych i szalonych chwil razem… Nawet przypadkiem spotkaliśmy się jeszcze w ostatnią niedzielę, tak na zakończenie sezonu! Niesamowicie to wszystko fajne :)
  • Wróciłam do chodzenia po górach, za czym bardzo tęskniłam.
  • Dorobiłam się upragnionego sprzętu fotograficznego i trochę się poduczyłam w tej dziedzinie. Ciągle raczkuję jeszcze, ale cieszę się, że mam możliwość rozwijania tej pasji!
  • Wróciłam (szczeg. w okresie zimowym) do czytania książek i nawet już po angielsku czyta mi się lepiej, poza tym były fajne i mam… 4 następne, kupione w 5 min zanim szybko wyszłam ze sklepu, powstrzymując się od przeglądania kolejnych… :P
  • Odkryłam sporo fajnej muzyki, w końcu miałam na to czas.
  • No właśnie… nareszcie zaczęłam MIEĆ CZAS!
  • Trochę się rozruszałam, było wreszcie więcej biegania, rzeczonych wycieczek górskich i spróbowałam troszkę nowych sportów.
  • Okazało się, że potrafię gotować, popróbowałam i nauczyłam się nowych rzeczy i mam ochotę na więcej! Ogólnie zmieniła mi się dieta na lepszą i nawet nauczyłam się pić wodę (dobrą, nie krakowską, choć kranówkę ;)
  • Ogarnęłam się trochę, posłuchałam siebie i mniej więcej nadałam swojemu życiu jakiś kierunek. Zobaczymy, czy dobry.
  • Nie wiem czy się nawróciłam, ale byłam w spowiedzi, a więc i płaszczyzna duchowa nie została pominięta.
  • Miałam okazję popracować i troszkę zaoszczędzić zarobionej kasy, ale nawet ważniejsze było to, że w tej ‚pracy’ jestem doceniana, szanowana, a nawet kochana! Moja host family jest cudowniejsza niż bym sobie mogła wyobrazić i nawet się cieszę, że jeszcze jakiś czas z nimi zostanę. Przebywanie z nimi i każda ciekawa rozmowa na pewno mnie ubogaciły. Wiecie, każda spotkana osoba, której powiedziałam, że pracuję jako au pair, pytała z troską w głosie i zaniepokojeniem widocznym w oczach: ‚ale traktują Cię tam dobrze?!’ Najwidoczniej wszyscy się nasłuchali dziwnych historii nt wykorzystywanych au pair; mnie nic takiego nie spotkało (większości z moich znajomych au pair – głównie Filipinek, też nie). Naprawdę mam szczęście!

Cóż rzecz, zadowolona jestem niezmiernie, był to najlepszy z roków chyba od czasów podstawówki, była to jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. WSZYSTKO ułożyło się wręcz IDEALNIE.

Dobranoc.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Przemyślenia

 

I won’t give up

01 lip

Wiecie, tak patrzę na swoje życie, cofam się myślami o kilka lat wstecz, zdumiona jak już zmieniło się na lepsze, jak udało mi (też z Waszą pomocą) się poradzić sobie z wieloma rzeczami. Ale patrzę też na Wasze życia. Sporo z Was przeszło przez swoje życiowe piekła, tak ciężkie, że nie jestem chyba sobie w stanie do końca wyobrazić jak musiało to boleć. Przechodziliśmy przez swoje doliny beznadziei. Ale widzę, że nie tylko u mnie jest lepiej – wielu z Was już z tego najgorszego stanu wyszło zwycięsko. Walczycie i chcę Wam powiedzieć jak bardzo jestem z Was, z nas dumna i jak bardzo tym ucieszona! Cieszę się też, że (przynajmniej niektórzy) poznajdywaliście swoje Drugie Połówki i macie się razem dobrze :)

Część z Was jest jeszcze bardziej w fazie życiowych zakrętów niż na prostej, ale mam coraz więcej nadziei (też dzięki tym cudom, które się już podziały i ciągle dzieją), że to się zmieni – może nawet szybciej niż się wydaje to realne..? Wszystkich nas czeka jeszcze sporo trudności, pewnie bólu i łez, ale musimy walczyć o nasze życia, bo są tak strasznie ważne i cenne. I mogą, a nawet mają być piękne i szczęśliwe. I wcale nie ważne ile mamy lat, ile czasu straciliśmy, a ile nam jeszcze tu zostało (z resztą i tak tego nie wiemy), ale zawsze jeszcze może być lepiej, zawsze jest ta nadzieja. Chyba wreszcie zaczynam wierzyć w hasło głoszone przez, przeprowadzający się ze mną wszędzie od 5 chyba już lat, plakat. A więc wychodzi na to, że Świat nie jest jednak taki całkiem do dupy.

Mam nadzieję, że będziecie mieli siłę i odwagę do tej walki, ja też nie zamierzam się poddać. Zależy mi na nas. Z tej okazji mam dla nas dedykację – odkryłam dość niedawno, jest bardzo piękna. Z resztą teledysk też. TU :)

Przytulam Was mocno jeszcze wirtualnie, ale już niebawem live! :)

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Exciting news

 
 

  • RSS